Internetowa Giełda Towarowa NetBrokers jest największą w Polsce platformą skierowaną do firm działających na rynku rolno-spożywczym.  
 
 
wersja polska
wersja angielska
wersja rosyjska
 
Tabela ofert
 Kod firmy:
 ID:
 Hasło:
Wejście Rejestracja
   
 
  | O firmie | Cennik | Reklama | Informacje prasowe | Instrukcja obsługi | Kontakt | Charakterystyka Tabeli Ofert |
 
   
 
Miejsce na Twoją
reklamę
Miejsce na Twoją
reklamę
 
 
      Wyświetlanie wyników: 10 25 50 wszystkie                waluty online: [Bankier.pl]
 
 
 
    Dział Handlowy:  Gadu-Gadu 4997525 | wstecz | dalej | na dół | strona główna | administrator |     
 
 
Unia Europejska
  Wspólna Polityka Rolna
- Informacje ogólne
- Dopłaty bezpośrednie
- WPR na lata 2014-2020
- Płatności bezpośrednie

-

Handel zagraniczny
- Portal UE
   
Rynki towarowe
  Mięso
- Notowania
- Notowania rynków zagranicznych
- Komentarze i analizy
- Informacje MRiRW: [ wieprzowina, wolowina, drób, baranina ]
  Zboże
- Notowania
- Komentarze i analizy
- Informacje MRiRW
  Pasze
- Notowania
- Komentarze i analizy
- Informacje MRiRW
  Owoce i warzywa
- Notowania
- Komentarze i analizy
- Informacje MRiRW
  Mleko
- Notowania
- Komentarze i analizy
- Informacje MRiRW
  Cukier
- Komentarze i analizy
- Informacje MRiRW
  Prognozy
- Ogólne,    Mięso
- Zboże,      Mleko
  Wykresy cen towarów
- Wykresy z tabeli NetBrokers
   
Wokół rynków
- Środki ochrony roślin [10]
- Pasze i dodatki [37]
- Przyprawy i osłonki [19]
- Maszyny i urządzenia [27]
- Usługi transportowe [74]
- Wędliny [14]
- Magazyny, chłodnie, itp. [44]
   
 
Informacje prasowe

Rzeczpospolita  2002-02-01
Chłopi w sieci

Roman Kubicki: Ja to sobie wyobrażam tak - zamiast wysyłać ludzi w Polskę, sadza się dziewczynę przy komputerze i każe jej poszperać w sieci.

Roman Marczak, absolwent technikum rolniczego i właściciel 100 hektarów w Grubnie pod Chełmnem (zaczynał z bratem od 16 ha, przejętych po ojcu), dostał dzisiaj takiego SMS-a: "Jabłko idared - 45 groszy, jonagold - 65 gr, cebula - 65 gr, marchew - 30 gr".

To aktualne, uśrednione ceny warzyw i owoców z największych targowisk spożywczych w kraju. Kto przysyła mu takie informacje? Jedna z kilku polskich internetowych giełd rolnych, w której Marczak wykupił abonament.



NAJPIERW EROTYKA

Za PRL Marczakowie mieli tradycyjne gospodarstwo: trochę zboża, buraków, inwentarza. Gdy komuna upadła, wyczuli szansę. Zajęli się uprawą warzyw i owoców, dokupili ziemi. Zaopatrzyli się też wÉ komputer. Nie byłoby go, gdyby nie truskawki.

- Zaczynaliśmy od 12-hektarowej plantacji - opowiada Roman Marczak. - Założyłem ją z kolegą siedem lat temu.

Gdy nadszedł pierwszy zbiór truskawek, wydawało się, że sobie poradzą. Ale pogubili się.

Trzeba było zatrudnić kilkuset zbieraczy, każdego kontrolować, spisywać, ile kto zebrał. A musieli jeszcze zająć się sprzedażą, notować, ile kto kupił, po jakiej cenie, ile pieniędzy i na co poszło. Na biodrach nosili saszetki, w które wtykali dziesiątki karteczek. Fiszki ginęły. Przy wypłatach byli tak zajęci, że ludzie po cichu wynosili im koszyki z truskawkami. - Pierwszy zbiór zakończyliśmy wielkim mankiem - mówi Marczak. - Na drugi rok zatrudniliśmy więc moją siostrę jako księgową, przyjęliśmy brygadzistów, wprowadziliśmy kartki dla zbieraczy. Ale dalej liczyliśmy wszystko ręcznie.

Znowu było ciężko, ludzie oszukiwali, ledwie starczyło na pokrycie kosztów. Gdy nastała zima, Marczak ze wspólnikiem usiedli przy piwie i zaczęli dyskutować, jak usprawnić zarządzanie truskawkową plantacją. Mieli znajomego informatyka, więc przyszedł im na myśl komputer i jakiś specjalny program, który pomógłby w rozliczeniach.

- Na rynku takiego programu komputerowego nie mogliśmy znaleźć - opowiada Marczak. - Zrobił go więc nam ten znajomy informatyk. Efekty były niesamowite. Zastosowaliśmy nasz program przy kolejnych zbiorach. Wszystkie dane wprowadzaliśmy do komputera. Wreszcie mieliśmy też wolny czas.

Wtedy Marczak pomyślał: skoro komputer sprawdza się przy truskawkach, to dlaczego nie zastosować go przy innych uprawach? Dziś każde z jego pól ma założoną teczkę komputerową (wpisuje do niej, co przy danym polu robił, jaki wysiał nawóz, za ile), dzięki czemu o wiele łatwiej mu panować nad finansami. To już go jednak w pełni nie satysfakcjonuje: teraz chce zlecić napisanie specjalnego programu, który jeszcze bardziej by to wszystko usprawnił.

Roman Marczak: Poszliśmy na kurs komputerowy. Okazało się, że mamy o połowę roboty mniej i prawie nikt nie oszukuje

A Internet? Marczak podłączył się do niego trzy lata temu. Najpierw to była zabawa. Zdjęcia erotyczne, ściąganie jakichś informacji, gier. Na poważnie zaczęło się, gdy w Internecie pojawiły się pierwsze wirtualne giełdy rolne. Handlowali w nich głównie pośrednicy i duzi odbiorcy: eksporterzy, chłodnie, firmy przetwórcze. Polegało to na tym, że wystawiali na internetowych stronach owych giełd swoje oferty i czekali na odzew.

- Nie zainteresowałbym się tym tak szybko, gdybym nie miał kłopotów ze sprzedaniem cebuli - mówi Marczak. - W 2000 roku był na nią wyjątkowy urodzaj. Zebraliśmy 1500 ton. Ceny zbytu spadły poniżej kosztów produkcji. Chciałem pomniejszyć straty, szukając jak najlepszych klientów. Wszedłem na próbę na komputerową stronę jednej z internetowych giełd, dałem w niej ogłoszenie. Zostawiłem swój telefon.

Tak znalazł kupca na 300 ton cebuli, który dawał większą cenę niż lokalni pośrednicy. - Jedna transakcja i zarobiłem o 20 tysięcy złotych więcej - cieszy się Marczak.

Od tamtego czasu jest entuzjastą internetowego handlu. Gdy tylko coś zbierze z pola, od razu zamieszcza swą ofertę na stronach wirtualnej giełdy, w której wykupił abonament.

- Internet to doskonała alternatywa dla tych rolników, którzy chcąc sprzedać swoje plony, muszą iść na rujnujące umowy z hipermarketami albo jeździć po rynkach hurtowych i tkwić tam całymi dniami - mówi Marczak. - Moim zdaniem za kilka lat z giełd rolnych zostaną tylko te wirtualne. Bo w handlu internetowym odbiorcom i rolnikom łatwiej się spotkać. Teraz jest tak: ktoś jedzie na giełdę, licząc, że znajdzie dobrego kupca na swój towar. I często taki kupiec jest, ale na innej giełdzie. W Internecie o wiele szybciej na niego się trafi.



KOMPUTER-GOSPODARZ

Grzegorz Rudziak mieszka w Budziwojowie koło Legnicy. Od małego był zapatrzony w ojca i dlatego zdecydował, że zostaje na wsi, na 20-hektarowym rodzinnym gospodarstwie. Po technikum zaczął studiować marketing i zarządzanie, bo chciał być nowoczesnym rolnikiem. Naukę musiał przerwać, gdy razem z ojcem wygrał przetarg na dzierżawę 150 hektarów ziemi po byłym pegeerze. By obrobić tak duże gospodarstwo (oprócz zbóż i buraków mieli kilkanaście tysięcy kur niosek), musieli, póki nie zatrudnili paru osób, pracować po 12 - 15 godzin dziennie. To był 1994 rok. Trzy lata później Rudziak kupił komputer i podłączył się do Internetu.

- Uznałem, że pomoże mi to w opanowaniu papierkowej roboty - mówi. - A Internet? Myślałem, że dzięki niemu zdobędę dużo przydatnych w gospodarstwie wiadomości.

Początkowo było ich jednak niewiele. Nie istniał wtedy nawet jeden polskojęzyczny internetowy portal rolny, bo nikt nie widział interesu w robieniu serwisów dla rolników. Zaczęło się to zmieniać rok temu. Dziś stron internetowych z informacjami rolniczymi jest już sporo. Dzięki nim Rudziak znalazł na przykład program komputerowy "Druczek", który ułatwia mu prowadzenie buchalterii. Trzyma w nim faktury, bazę kontrahentów, rejestr sprzedaży, spis przelewów, zapłaconych podatków, składek ZUSÉ

- Teraz bez tego programu nie wyobrażam sobie pracy - twierdzi.

Oprócz "Druczka" często korzysta jeszcze z dwóch rolnych programów komputerowych: "Agronom 1" i "Agronom 2". Zapisuje w nich informacje o wszystkich swoich polach. Owe programy są także jego doradcami. Na czym to polega? Załóżmy, że chce na jakimś polu posiać buraki. Wtedy wprowadza do komputera dane o żyzności tego pola (ma je, bo od dłuższego czasu robi u siebie badania gleb) i o tym, ile buraków chce z niego zebrać. To wystarczy, by komputer opracował informację, jakie i w jakich ilościach musi zastosować nawozy oraz środki ochrony roślin. A co najważniejsze, ile będzie go to kosztowało i ile ostatecznie zarobi.

- Przy komputerze siedzę głównie zimą, bo wtedy mam na to czas - opowiada Grzegorz Rudziak. - W Internecie buszuję po kilka godzin dziennie. Oglądam strony portali rolnych, pism rolniczych, firm produkujących nawozy, środki ochrony roślin, części rolnicze.

Odkąd zaś powstały polskie wirtualne giełdy rolne, Rudziak zaczął je systematycznie odwiedzać. Rok temu złożył w jednej ofertę sprzedaży jajek. Było kilku chętnych, ale płacili za mało. Nie zniechęcił się. W październiku dał kolejne ogłoszenie: "Sprzedam 1000 ton kukurydzy paszowej". Znalazła się firma, która oferowała atrakcyjną cenę. Choć chciała wziąć wszystko, sprzedał jej tylko 30 ton.

- To było tuż po żniwach kukurydzianych, a wtedy, jeśli ktoś sprzedaje kukurydzę, to tyle, ile musi - tłumaczy. - Wszyscy czekają, aż pójdzie w górę cena. Ja też. Ale ta firma, która znalazła mnie przez Internet, jest potężna i to może być bardzo cenny kontakt.

W tym roku Rudziak chce mocniej wejść w internetowy handel, zamieścić w sieci więcej ofert.

- Internet to dla mnie najtańszy sposób rozpowszechnienia informacji o tym, co chcę sprzedać - mówi. - Moja oferta może szybko dotrzeć do setek osób.

Grzegorz Rudziak jest w Budziwojowie sołtysem. Dlatego zależy mu, żeby Internet trafił w jego wsi pod strzechy. Od dłuższego czasu namawia władze gminy, żeby w budziwojowskiej szkole uruchomić pracownię internetową. To powinno się udać, bo wielkim entuzjastą informatyki jest przewodniczący gminnej rady, a wójt i wicewójt również.



ROLNIK CIEMNY NIE JEST!

To, co nie udało się jeszcze Rudziakowi, czyli załatwić dla szkoły w swej wiosce pracowni internetowej, udało się Romanowi Kubickiemu, rolnikowi z Gąsek pod Inowrocławiem.

Grzegorz Rudziak: gdy chce posiać buraki, wprowadza dane do komputera i wie, ile to będzie kosztowało i ile na tym zarobi

- Byłem przewodniczącym samorządu szkolnego. Najpierw wybudowaliśmy społecznie boisko. Potem, gdy zobaczyłem w urzędzie gminy ulotkę Telekomunikacji o promocji Internetu dla wsi, pomyślałem: "A może by podłączyć naszą szkołę?". Rodzice byli za, co świadczy o tym, że na wsi, wbrew stereotypom, jest pęd do wiedzy i my rolnicy nie boimy się nowoczesności - podkreśla z godnością Kubicki, z wykształcenia weterynarz, specjalizujący się w uprawie warzyw i hodowli świń.

Dzięki boisku i Internetowi, które dowodziły zaangażowania rodziców, a także wysokiemu poziomowi nauczania, szkołę w Gąskach udało się uratować przed zamknięciem, co groziło jej w ramach reformy edukacji.

- Gdy załatwiłem Internet dla szkoły, dzieci zaczęły naciskać na mnie i na żonę, żebyśmy podłączyli do niego i nasz domowy komputer - opowiada Kubicki. - Zgodziliśmy się. Potem pomyśleliśmy, że skoro ten Internet już jest, to i my powinniśmy mieć jakiś pożytek. Znaleźliśmy strony instytucji rolnych, giełd owocowo-warzywnych, które zawierały mnóstwo ofert, informacji o cenach. Można było też dawać tam ogłoszenia o sprzedaży.

Gdy Kubicki zamieścił w Internecie własne anonse, ich telefon rozdzwonił się jak szalony. Odzywali się ludzie z całej Polski. - Nagle zorientowałem się, jak duże w poszczególnych regionach Polski mogą być różnice cen i luki w zaopatrzeniu. Na przykład, że na Wybrzeżu, z powodu powodzi, brakuje kapusty i można ją tam sprzedać dużo drożej niż u nas. Dzięki Internetowi mogę więc wyjść z moimi produktami poza lokalny rynek, a co najważniejsze, nawiązać bezpośrednie kontakty z producentami, eksporterami i wyeliminować pośredników - mówi Kubicki.

Pierwszemu kupcowi z Internetu sprzedał parę ton kapusty pekińskiej. Ów kupiec zapłacił naprawdę dużo. Był z Siedlec i zajmował się eksportem do krajów bałtyckich. - Gdzie Siedlce, a gdzie Gąski? - nie może nadziwić się Kubicki. - Jak byśmy się znaleźli, gdyby nie Internet?

Wcześniej szukał kupców przez ogłoszenia w lokalnych gazetach. Lecz to niewiele dawało. Nie mógł swojego produktu dokładniej opisać, a w dodatku zgłaszali się tylko pośrednicy, którzy nie chcieli nic kupić, lecz tylko wysondować, jakie są ceny.

- Ogłoszenia w Internecie były dużo skuteczniejsze, o wiele tańsze, a oferty po nich poważniejsze i bardziej konkretne - twierdzi Kubicki. - Ja to sobie wyobrażam tak: dyrektor jakiejś firmy z branży rolnej zamiast wysyłać ludzi, żeby jeździli po Polsce, szukali potrzebnego mu towaru, sadza dziewczynę przy komputerze i każe jej poszperać w sieci.



WINNY MONOPOLISTA

Jan Kukieła ma na obrzeżach Głowna 30-hektarowe gospodarstwo ogrodnicze. Prowadzi je razem z synem. Ich sady są ekologiczne, co znaczy, że stosują środki ochrony roślin i nawozy, które nie szkodzą środowisku i człowiekowi (nazywa się to produkcją zintegrowaną). - Polskie owoce należą do najlepszych i najtańszych w Europie - przekonuje Kukieła. - Ale Zachód nie chce nas wpuścić na swój rynek, broniąc interesów własnych sadowników. Od ostatniego lata dajemy ogłoszenia w Internecie - że chcemy sprzedać truskawki, porzeczki, śliwki, jabłka. Odpowiedziało sporo firm zagranicznych, ale nie było żadnej z Unii Europejskiej.

To jeden z ważniejszych powodów, dla których Kukieła jest eurosceptykiem. Jego syn też, choć w liceum zajmował wysokie miejsca w turniejach wiedzy o Unii.

Eurosceptycyzm wcale jednak nie przeszkadza Kukiełom być nowoczesnymi. Do Internetu nikt ich nie musiał namawiać. Ich 20-letni syn Janusz jest na pierwszym roku informatyki stosowanej. Komputerami interesował się od podstawówki. Rodzice nie sarkali, gdy poprosił ich wtedy o kupno pierwszego Macintosha.

- Dałam mu na komputer to, co zaoszczędziłam, pracując jako pielęgniarka w firmie Sobiesława Zasady - mówi matka Janusza. - To była połowa lat 90., mało kto miał sprzęt informatyczny, więc koleżanki dziwiły się, że tak zrobiłam. Tylko dyrektor mnie pochwalił.

Kukiełowie nie opierali się też, kiedy syn potrzebował pieniędzy na unowocześnienie swego Macintosha. Potem bez trudu przekonał ich, że przydałby się także dostęp do Internetu.

- Chcieliśmy, by syn się rozwijał - mówi Jan Kukieła. - Z początku korzystał z Internetu wyłącznie na własny użytek. Kiedyś poprosiłem go, żeby znalazł trochę adresów chłodni, którym chcieliśmy zbyć swój towar. Znalazł ich mnóstwo. Wcześniej szukaliśmy tych adresów w książkach telefonicznych, męczyliśmy się dzwoniąc i jeżdżąc, żeby nawiązać kontakty. Teraz już nie musimy. Gdyby nie Internet, o wielu firmach do dziś byśmy nie wiedzieli.



Jan Kukieła i jego syn Janusz: są eurosceptykami, co im wcale nie przeszkadza być nowoczesnymi

Kiedy sad przynosił Kukiełom znikome zyski, postanowili zrekompensować to sobie usługami transportowymi (prowadzili skup owoców, więc posiadali kilka ciężarówek). I wtedy też pomógł Internet. Szukali w nim zleceń. Znaleźli ich w ten sposób wiele. Nawiązali nawet współpracę z niemiecką firmą, która za niewielką prowizję kierowała do nich klientów.

- Kilka miesięcy temu, wpisując do wyszukiwarek hasło: "owoce", znalazłem reklamę jednej z wirtualnych giełd rolnych - mówi Janusz Kukieła. - To była pierwsza w Polsce naprawdę profesjonalna elektroniczna giełda w tej branży. Dzięki niej od zbierania informacji w Internecie przeszliśmy do zamieszczania ofert sprzedaży naszych owoców.

Propozycji od tych, którzy znaleźli ich internetowy anons, mieli mnóstwo, część od firm eksportowych, część od Rosjan. Warunki nie były zbyt zachęcające, więc Kukiełowie negocjowali. W końcu dogadali się z firmą spod Warszawy, która wysyła jabłka w głąb Rosji. Sprzedali już 50 ton idareda i glostera.

- Chcą wziąć nawet 1000 ton jabłek, ode mnie i od kolegów z grupy producenckiej - mówi Jan Kukieła. - Ale ja podchodzę do tego ostrożnie, bo niejeden już naciął się na handlu ze Wschodem. Jedno wiem na pewno: komputer syna dzięki Internetowi zaczął na siebie zarabiać. Liczę, że niedługo otworzy nam naprawdę duży rynek zbytu.

Janusz, syn Kukieły, uważa, że internetowym handlem zainteresowałoby się o wiele więcej rolników niż teraz (nowoczesnych gospodarstw w Polsce nie brakuje), gdyby nie monopolistyczna polityka Telekomunikacji Polskiej. - Mówi się, że niewielu ludzi w Polsce korzysta z Internetu. Ale mało kto wspomina o głównej przyczynie: większość Polaków może podłączyć się do niego tylko za pośrednictwem TP SA, gdzie to za dużo kosztuje.


 
Waluty
NBP z dnia: 2017-09-22
1 USD: 3.5651 spadek
1 EUR: 4.2746 spadek
1 GBP: 4.8369 spadek
1 CHF: 3.6807 spadek
[ komentarze, więcej... ]
Ogłoszenia
- dodaj
- zobacz
 
Reklama
Fresh-Market
Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy
RzetelnaFirma
 
 
 
 
    Dział Handlowy:  Gadu-Gadu 4997525 | wstecz | dalej | do góry | strona główna | administrator | 

   
 
 
E-mail: biuro@netb.pl,   Telefon: +48 12 687-55-00,  Faks: +48 12 395-32-76; +48 12 687-55-01.
 
  NetBrokers Sp. z o.o. dokładając wszelkich starań, aby informacje zamieszczone na poniższych stronach były kompletne i zgodne z prawdą, nie jest jednak w stanie zagwarantować ich poprawnosci i nie ponosi żadnej odpowiedzialnosci za jakiekolwiek szkody powstałe w wyniku korzystania z nich.